Szkolenie kadry IER w Japonii

Jesienią 2024 r. nasza kadra trenerska: Katarzyna Simonienko, Katarzyna Grabka, Marzena Żachowska i Kamil Simonienko udali się do Japonii, by u źródeł zgłębić tajniki kąpieli leśnych (jap. shinrin – yoku) oraz terapii leśnej, dowiedzieć się więcej o tamtejszych grzybach leczniczych i czynnikach, które mogą pogłębić zdrowotne korzyści z przebywania w lesie, jak odpowiednia dieta, ekspozycja na jony ujemne w obfitujących w nie ekosystemach, zaprezentować dokonania polskich ekspertów dziedzinie lasoterapii na międzynarodowym forum oraz przyjrzeć się duchowemu rozumieniu lasów z perspektywy kultury japońskiej.

Pierwszym przystankiem było Tokio i międzynarodowy kongres INFOM (International Society of Nature and Forest Medicine: INFOM) w słynnym Nippon Medical School, gdzie mogliśmy wysłuchać wykładów ekspertów z całego świata, a następnie rozpocząć szkolenie dla instruktorów shinrin-yoku oraz specjalistów medycyny lasu dla lekarzy pod okiem światowej sławy eksperta – profesora Qinga Li.

Katarzyna Simonienko wygłosiła wykład na temat historii i rozwoju kąpieli leśnych i lasoterapii w Polsce oraz działaniach Polskiego Towarzystwo Kąpieli Leśnych i Instytut Ekoterapii Relacyjnej.

Wspaniałą niespodzianką było nie tylko poznanie nowych osób, ale i spotkanie starych znajomych, np. naszej absolwentki Simony Aleknavičienė z Litwy! Nie wiedzieliśmy też wtedy, że spośród napotkanych osób, niektóre dołączą do ekipy IER. Anna Kopaczewska – pozdrowienia 🙂 W naszej ekipie podróżniczej nie zabrakło też innych osób z Polski – pozdrawiamy Paulinę Patro i Mikołaja Kwiatkowskiego 🙂

Kolejny dzień obejmował szkolenie praktyczne z prezeską INFOM dr Michiko Imai w Centrum Terapii Leśnej w Takeda no Mori w prefekturze Yamanashi, gdzie Marzena Żachowska i Katarzyna Grabka zdobyły dyplomy instruktorek kąpieli leśnych, a Katarzyna Simonienko uzyskała certyfikat z medycyny lasu jako pierwsza lekarka w Polsce. 

Na wyprawę zabrał nas prof. Qing Li, autor słynnej książki „Shinrin-yoku”. Piękne doświadczenie z widokiem na górę Fuji w lesie pełnym szumiących drzew kamforowych, kruków i… pijawek czyhających w ściółce. Kąpiel leśna z dr Imai koncentrowała się na zmysłach i oddechu. Piękna okolica z widokiem na Fuji i leśnymi pijawkami 😉 Zaczęliśmy pomiarami ciśnienia i tętna, potem rozgrzewką, a skończlismy pysznym posiłkiem.

Podróżując do kolejnych miejsc związanych z lasoterapią, nie mogliśmy pominąć Akasawy – pierwszego lasu leczniczego, w którym założono centrum leśnej terapii. Przyroda jest tam wyjątkowa – obfituje w pięć świętych drzew – w rozumieniu japońskiej kultury, gdzie szacunek dla przyrody przenika się głęboko z duchowością zarówno w ich wydaniu buddyzmu, jak też wierzeń shinto czy shigendo, są one szczególnie ważne dla ludzi. Przebywanie w ich obecności podnosi stan świadomości, sprzyja medytacji, dlatego też rytualnie ścina się co około 20 lat kilka z nich i buduje wciąż od nowa ściany lokalnych świątyń. Co na to nauka? Tysiące lat tradycji znalazło potwierdzenie w rzetelnych opracowaniach i wynikach badań na temat wpływu monoterpenów wydzielanych przez te gatunki na funkcjonowanie naszego układu nerwowego i immunologicznego. Wśród wymienionych gatunków (wszystkie są iglaste) szczególnie dobrze przebadany jest cyprys Hinoki (Chamaecyparis obtusa).

Na miejscu spotkaliśmy lokalną przewodniczkę lasoteterapii, którą Kasia Grabka poznała podczas swojego pierwszego tu pobytu. Hagiwara pokazała nam rośliny, opowiadała o wynikach badań i tradycjach. Potem mieliśmy czas wolny na samodzielne odprężenie w lesie, pyszny ramen i relaks nad strumieniem.

Kolejne dni przeniosły nas w inne krajobrazy. Ruszyliśmy ku Shinano, by tam uczyć się lasoterapii u jednego z najbardziej doświadczonych japońskich przewodników, pana Kouriki. Katarzyna Simonienko wspomina ten rozdział tak…

Każdy las, który odwiedzamy, jest zupełnie inny. Dziś przyszedł czas na cyprysową knieję pełną tojadów, pachnących krzewów i wodospadów w Shinano. Znalazłam też… kwiat paproci!

W Shinano odwiedzamy naszych znajomych przewodników i nauczycieli terapii leśnej – pana Kazuhiro Kouriki, jednego z najstarszych i najbardziej szanowanych trenerów oraz uroczą i serdeczną Chieko Tanigawa. Kouriki San prowadzi terapię leśną i opowiada o leczniczych roślinach, zachęca do wąchania, można też spróbować. Niepewnie biorę nieznany mi liśc lokalnego panaceum, żuję powoli, jest cierpki, trochę gorzki. Nauczyciel uśmiecha się, przykłada drugi do rosnącej obok rośliny, wyglądają bardzo podobnie. Tą drugą jest jednak… tojad mordownik, najbardziej trująca roślina w kraju. Patrzymy na siebie z Kasia Grabką , nerwowo przełykając ślinę i ćwicząc zaufanie do autorytetów (na przedostatnim zdjeciu jest porównanie). Jednak nerwy koi nam widok ogromnych paproci, majestatycznych wodospadów, gdzie, jak dowiadujemy się, ilość zdrowych ujemnych jonów jest 25 razy większa niż w samym lesie. Sensei cierpliwie tłumaczy nam tajniki leśnej terapii, opowiada o najnowszych japońskich odkryciach. Bije od niego ciepło, serdeczność, spokój, a jednocześnie ogromna pasja do tego, co robi. Próbujemy górskiej pomarańczowej wody, dzwonimy leśnym dzwonem, żeby odstraszyć niedźwiedzie i… na szczęście. Na potężnych kamieniach widzimy wyryte haiku. Pnie pokrywają ogromne porosty. Jest zimno, pieknie, aż trochę nierealnie. Relaksujemy się nad leśnym jeziorem w cieniu cedrów, słuchając pogwizdywan swistunów- kaczek z żółtymi paskami na łebku, u nas pojawiającymi się wczesna wiosną.
Rozmawiamy z naszą tłumaczką, przemiłą Saori Ogura, która niedawno obroniła doktorat z terapii zajęciowej, a teraz prowadzi terapię leśną. Jest zafascynowana światem, opowiada bardzo ciekawie, niedawno była w Polsce, uwielbia bigos. Wymieniamy doświadczenia.
Obok bazy lasoterapii jest muzeum baśni, gdzie znajdują się rękopisy Michaela Ende, autora „Momo” i „Niekończacej się opowieści”. Ende był tu wcześniej. Popatrzył na krajobraz i stwierdził, że jeśli jakiś ma moc uzdrawiania, to na pewno ten.
Potem idziemy na obiad, lody i spacer wokół jeziora. Pochylam się nad brzegiem ścieżki, nie wierząc własnym oczom. Przede mną kwitnie nasięźrzał. Za nim drugi i kolejny. Znalazłam kwiat paproci w Noc Wszystkich Świętych, a właściwie o zmierzchu, w Japonii, krainie kami, leśnych duchów. Zobaczycie go na ostatnim zdjeciu.
Wracamy do drewnianej chatki wyglądającej jak domek z bajki, gdzie czeka na nas największy pies, jakiego widziałam, para serdecznych gospodarzy, cieplutki onsen i kolacja z siedmiu dań podana w pełnym poszanowaniu lokalnej tradycji.
Japonio, nie sposób się Tobą nie zachwycić. Jesteśmy w baśni.

Wydarzyło się też coś niezwykłego. Ciąg dalszy zapisków Kasi Simonienko opisuje zaskakującą historię…

Kilka dni przed wylotem do Japonii wyświetliła mi się polecajka książkowa, którą zamieścił Lukasz Luczaj (dziękuję!!!) „Powrót do świętych lasow”. Zabrzmiała tak bardzo w temacie mojej planowanej wyprawy – przyrody, duchowości, animizmu, kąpieli leśnych I japońskiej kultury, że uparłam się, żeby tę książkę kupić. Akurat byłam w Warszawie. Dopiero w szóstej księgarni udało mi się nabyć egzemplarz. Na zakup online nie było szans, lot miał być lada dzień.
Zaczęłam czytać już w samolocie. Po trzech rozdziałach wciągnęłam się bardzo w historię Aleny, Niemki, która od 20 lat żyła w Japonii, pielgrzymując po świętych szlakach górskich lasów i zgłębiając kolejne stopnie wtajemniczenia religii shigendo integrującej byddyzm i shinto – animistyczny nurt czczący duchy natury.
Wylądowaliśmy w Tokio. Zameldowałyśmy się z Kasią i Marzena Żachowska do pokoju i wpadłyśmy po koleżankę, żeby wyjść na spacer. Paulina Patro l wyszła jednak wcześniej, a ku naszemu zdziwieniu drzwi otworzyła niespodziewana lokatorka, sympatyczna blondynka, mówiąc, że nasza koleżanka już poszła.
Paulinę znalazłyśmy na dole, opowiedziała, że podczas szkolenia z terapii leśnej organizowanej przez INFOM mieszkać będzie z Niemką, która jednak dobrze zna Japonię, bo mieszka tu już około 20 lat.
Następnego dnia poszliśmy na część wykładową. Opowiadałam tam o terapii leśnej w Polsce, a sympatyczna blondynka, jak się okazało- imieniem Alena – podzieliła się refleksją o duchowych i pielgrzymkowych aspektach terapii leśnej w górskich japońskich lasach.
Nie wytrzymałam. Po wykładzie podeszłam do Aleny, pokazując jej książkę. Okazało się, że w prawym dolnym rogu okładki narysowana jest jej postać. Przegadałyśmy kawał trasy w lesie. I potem jeszcze trochę. Poszukiwałam swojego duchowego miejsca w japońskiej przyrodzie. Kasia Gra zainspirowana piosenką Taco Hemingwey wspomniała o wycieczce do Nara. Alena potwierdziła. To dobry kierunek.
Do Nara wyjechaliśmy rano, okazało się jednak, że mamy tylko 2 godziny, inaczej nie zdążymy na pociąg i nie będziemy mieli gdzie spać. Tuż przy parku powitały nas jelenie sikha. Jeden z nich zatrzymał się i ukłonił. Kolejny powtórzył ten gest trzykrotnie. Zauważyliśmy, że tak tradycyjnie wymienia się z nimi powitanie oznaczające, że zaraz dostaną poczęstunek- specjalne otrębowe ciastka. Wyruszyliśmy w stronę pierwotnej Puszczy. Primeval forest- na to hasło moje serce czuło radość i lekkość. Ruszyłam za wskazówkami Aleny. W alei prastarych kamiennych latarni i kapliczek liczących setki lat pojawiały się sylwetki jeleni. Podchodziły, kłaniały się, czasem któryś zaczepił, delikatnie ciagnac za nogawkę.
Drzewa były przeogromne, porośnięte epifitami, storczykami i innymi roślinami, których nie znałam. Dotarłam do wielkiej bramy tori oznaczającej wejście do duchowej przestrzeni. Niedaleko widać było czerwoną sylwetkę świątyni shinto, za którą zaczynała się Puszcza. Wilgotna, żyzna, dzika, nietknięta wycinką ani polowaniem od VIII w.n.e., ostoja ginących gatunków i bioróżnorodności.
Zadzwonił telefon. Musimy wracać. Za 40 minut odjeżdża pociąg. Zamarłam. Nie było wyboru. Zawróciliśmy.
Zastanawiałam się, o czym jest ta lekcja. O pokorze? O buddyjskim wyzbyciu się pragnień? O płynieciu z prądem? O psikusach lisów kitsune? A może jeszcze o czymś innym. Poczułam się, jakby dane mi było pocałować rąbek szaty jej cesarskiej wysokości Puszczy. I tyle. Lekcja o byciu malutką, jak moje pierwsze świadome spotkanie z Puszczą Białowieską. O niekonsumpcujnym, dalekim od zachcianek ego, chciejstwa i należymisiejstwa podejściu do świata, jaki się dla nas pojawia.
Pojechaliśmy do Shinano. Potem do Tokio. Miasto ryknęło setkami silników, mignęło tysiącami świateł. Wylot mamy w poniedziałek. Dziś jest sobota. Mogę zwiedzić miasto jutro. Mogę też ten jeden, ostatni pełny dzień wykorzystać inaczej. Jak będzie? Zobaczymy.
Puszczo w Nara, mamy niezałatwione sprawy.
Minęły 3 dni. Odwiedziłam znajomych w Shinano, wróciłam do Tokio, zostały mi 3 dni, by zwiedzić metropolię. Podjęłyśmy jednak z koleżankami inną decyzję. O świcie wsiadłyśmy do metra.
„Jadę z Kioto do Nara, jadę z Kioto do Tokio”… Shinkansenem, JRem, metrem, nie odpuszczam Puszczy. O czym będzie ta lekcja? Być może o nierezygnowaniu z marzeń? O tym, co się stanie, kiedy człowiek się zaweźmie? A może o tym, czy taka zawziętość popłaca, może jednak czasem warto odpuścić, popłynąć z prądem? Dziś, już w Polsce, nie mam na to nadal odpowiedzi. Jednak cieszę się z tego drugiego odcinka.
Wysiadamy w Nara. Po raz kolejny spotykamy jelenie, ale tym razem to spotkanie jest inne. Nie mam smakołyków, a jednak witamy się serdecznie. Wrona grubodzioba przypominająca naszego kruka zagaduje. Odpowiadam. Nasłuchuje, kręci łebkiem. Nie marnujemy czasu. Idziemy przez wilgotny, dzisiaj tłumnie odwiedzany las do chramu Kasuga Taisha, stamtąd dalej prosto do Puszczy. Jest czas na oddech, spokojną kontemplację, pobycie razem. Po drodze mijamy mnóstwo mniejszych kapliczek i informacje, by nie zagłębiać się w gęstwinę, bo to święte miejsce. Respektujemy ten zakaz. Można jednak usiąść na macie lub ławeczce przy drodze. Posłuchać szmeru strumienia. Pokontemplować zieleń, atmosferę.
Puszcza w Nara jest świętym lasem. Cała jest świątynią. Tak głoszą drewniane tablice po bokach ścieżek. Wzdłuż nich co chwilę pojawiają się chramy i kapliczki shinto, świątynie buddyjskie, ale to Ona stanowi dom Sacrum. Jelenie witają nas dostojnie, kruki zagadują. Spotkałyśmy się na trochę dłużej.
Zastanawiam się, co musiałoby się stać, by Puszcza Białowieska, dla nas, przewodników, lokalsów, będąca „świątynią” zwłaszcza w obszarze tzw. rezerwatu ścisłego (ale o tym nie mówi się głośno w towarzystwie, to tylko takie porównanie, może trochę pretensjonalne czy poetyckie, w końcu żyjemy w cywilizowanym, chrześcijańskim kraju, chyba nikt nie wychyli się, żeby powiedzieć to na serio) została uznana za las, w którym doświadcza się Sacrum. Za święty las, nie bójmy się tego określenia. Czy tego typu ochrona przyrody, idealna harmonia między człowiekiem, bioróżnorodnością i dzikością ma szansę występować tylko tam, gdzie wierzenia animistyczne czy rdzenne są nadal uznawane na poziomie państwowym? Czy w świeckim bądź chrześcijańskim rozumieniu tak trudno znaleźć paradygmat, który godziłby pojęcie świętego lasu z dojrzałą filozofią życiową?
Czy w Polsce mamy szansę na święty las? Nie – słowiański, „pogański” czy jakkolwiek się to większości kojarzy, ale taki gdzie można spokojnie pójść, zachwycić się, zatopić w dzikości, doświadczyć Sacrum na poziomie meta-religijnym. Jak w Edenie, pierwszym, bioróżnorodnym, pierwotnym i naturalnym ekosystemie, do którego tak tęsknimy, w którym Bóg przechadzał się osobiście wśród drzew i rozmawiał z ludźmi. Czy to możliwe na Podlasiu, Podkarpaciu, a może gdzieś indziej?
To było dobre spotkanie. Dziękuję, Puszczo w Nara, za ten czas.

Świątynia Kasugataisha nie jest tylko zbudowana w lesie, JEST lasem. Harmonia ludzi i przyrody, natury i kultury. Nara. Setki lat bez wycinek drzew, ostatnie polowanie w VIII w.n.e. Pielgrzymi, turyści, drzewa liczace setki lat, kamforowce jak enty Tolkiena, świadkowie historii.

Wracamy do domu pełni wrażeń i wiedzy. Chętnie będziemy się nią dzielić z Wami przy okazji różnych spotkań 🙂